postęp – podstęp

Gadżet znów górą. I znowu kłopoty. Bo przecież ma być jak zwykle. Kamera –  duża, światła od groma, kabli dużo i bez gadżetów proszę.  Tak mam na co dzień. Umiejętności raczej się nie liczą. Ważny jest blichtr, wrażenie, aura profesjonalnej naftaliny. Im więcej “gratów” tym lepiej, tym więcej trzeba zapłacić i “lepszy produkt” – oczywiście. Ja to mam w nosie. I-phona mam od zawsze, po dokupieniu “mikrofonika” nie mają sensu rekordery-bajery. Profesjonalny mikrofon i program za kilka euro biją na głowę standardowy rekorder radiowca. Wygodny pulpit, łatwa edycja, dowolny format zapisu i klik – o, właśnie wysłałem na Dropa, lub mejlem do radia i gazety. Dziwne że nikt się nie dziwi że tak można. Że lepiej jest bawić się w magnetofon, żonglować kartą SD z laptopem na kolanach, no chyba że prawdziwa kaseta, ale to tylko hardcorowcy w najszlachetniejszej odmianie.

Advertisements

łatwo, łatwiej, najłatwiej

W dorosłym życiu posługiwałem się Final Cutem. Ten zaawansowany program daje możliwości daleko większe od potrzeb. Montaż obrazu to proste w filmie zajęcie. Można realizować je wyrobami różnych producentów. Profesjonalne oprogramowanie spod znaku Appla czy Avida nadaje się doskonale. Każde ma swoje cechy i wymagania, każdego trzeba się uczyć prawie od nowa. Z wyjątkiem nowej wersji jabłka. Prosty do bólu soft wywołał sporo kontrowersji. Obraza dla zawodowców, podobny do amatorskiego oprogramowania FCP X nie spotkał się z dobrym przyjęciem. U mnie ma coraz lepiej. Wystarczy zdziecinnieć, zapomnieć o starych nawykach by śmieszne funkcje nabrały sensu i znaczenia. Staram się montować w nowym Finalu.
Prosto i szybko wykonać pracę dla telewizji, internetu albo innego medium. Bez niepotrzebnych etapów, z laptopem na kolanach. Może do filmu bym go nie zabrał, lecz do codziennej pracy już jak najbardziej. Dużo, tanio, Apple – i nie ma co się czepiać, jak obiektywnie popatrzeć.

 

kino jakie kocham

Film Sasnalów zostawiłem kiedyś na kiedyś. Teraz wiem, że to obraz perfekcyjny, drugi po Wstydzie, co wchodzi w głowę i prześladuje przez cały czas. Film Sasnalów nie epatuje akcją, dialogi też nie są zbyt obfite. Kilka zdań i wszystko.Wspaniałe zdjęcia, idealne do założonej formy, statyczne, perfekcyjnie skomponowane kadry budujące na prawdę długie sceny. Do tego montaż miód z boczkiem po prostu. Ręka malarza. To widać wcale nie w kompozycji (choć w niej także). Wilhelm Sasnal potrafi pokazać przemoc samym wzrokiem, tragizm, albo nieszczęście zaledwie sygnalizując przebieg wydarzeń. Nie ma w tym filmie przemocy, nie ma rozpaczy i beznadziei. Wszystko to tworzy nasza głowa motywowana obrazami. to obrazy i emocje zmuszają do myślenia. Z daleka widok to film na wskroś autorski. Autorzy mówią jak kiedyś Kieślowski, że film zrobili dla siebie. Że tylko takie kręcenie ma dla nich sens. Było ich stać na niezależność której część musiał poświęcić autor tryptyku o kolorach. Film Sasnalów jest równie piękny jak niemasowy. Jest zaproszeniem do rozmowy, a rozmawiać jak mawiał Kieślowski, warto jedynie o sprawach ważnych. Ićta do kin, kupcie dvd bo na blureju pewnie nie będzie. Amen.

sztuka niezatapialna

Postęp wyniszcza. Absorbuje myślenie odciągając od tego co ważne. Uczestniczymy w pogoni za króliczkiem. Inna matryca, lepsze kodeki, nowe gniazdko, czy jeszcze jedna opcja w okienku wyświetlacza. Króliczek się zmienia, ewoluuje. Zamienia producentów, modele i typy wyrobów. W tym wszystkim co rusz się zapomina że ponad stuletnie kino pozostaje niezmiennie takie samo.Niedawno całkiem zachwycał mnie montaż “Pulp Fiction”, lecz… “Do Widzenia Do jutra” techniką zdjęciową nie różni się wcale. Te same długie na kilka minut sceny, podobna praca steadycamu (wtedy już było coś takiego?). Czasami niewiarygodnie długie ujęcia, poprawne panoramy i dialogi. Język kamery jest stały, choć nasz króliczek ucieka. I nie przeszkadza wcale że “Melancholia” Larsa Von Tiera, zmontowana wbrew szkolnym zasadom, ogląda się świetnie.Jest w “Do widzenia…” scena spaceru po kościele. Długa jak sam kościół i jeszcze trochę. Z jednej kamery. Za to zrobiona z głową, operatorską głową. I mnie się wydaje że tej głowy ćwiczenie jest naważniejsze. Reszta to tylko zabawki, sypiące się ostatnio jak króli z rękawa magica.

przypadek

Przypadek decyduje o losach ludzi i przedmiotów. Pojedyncze zdarzenie kieruje przebiegiem dnia, jakimś działaniem, czasami życiem. Jedna zmiana pociąga za sobą inne i nie do końca wiadomo jak byłoby gdyby nie to co miało już miejsce. Dla jednych przypadek, dla innych przeznaczenie, lub jakaś inna siła. Coś co popycha niewidoczne domino pozornie przypadkowych zdarzeń…?

kij w mrowisko

W wirtualnej przestrzeni studia wirtualnego aktora raz jakiś może zastąpi żywy człowiek. Nie po to by grać bynajmniej, raczej by udostępnić ślad ruchu kamerze, która jak zwykłe narzędzie zapisze wszystko na dyskach komputera. Potem przyciskiem klawiatury wybrana będzie przestrzeń, architektura, pogoda i pora roku, mina, gest oraz treści dialogów. 
Gdy już powstanie kolejne komercyjne dzieło podobnym guzikiem, lecz kinowego fotela, będziemy demokratycznie głosować, która z dostępnych produkcji zostanie pokazana na perełkowym ekranie.
Grindhousowa estetyka lat siedemdziesiątych opanowuje współczesne technologie kina. Nie dosłownie, nie tak samo, ale podobnie, na miarę nowego wieku i jego oczekiwań. Tylko dokument zastanie na placu boju. Szczery, czasami prosty film co nie obejdzie się bez żywego człowieka. Który wymaga prawdziwej przestrzeni, czasami społeczności lub miejsca dziania się akcji. Pewnie za 10 lat niczym obecni wielbiciele winylu, kinowi fani dokumentu zasiądą uzbrojeni w staromodne okulary by patrzeć na archaiczną formę ruchomego obrazu. Być może niczym zbieracze znaczków będą się spotykali na festiwalach filmowych podobnych do giełdy staroci. A w sejfie niejeden, jak dzieło sztuki, mieć będzie kultowy skrawek taśmy z resztkami narysowanego prawdziwym obiektywem obrazu;)

podsumowanie

Ha ha! – myślałem, że to chwila, jednak trzy lata od pojawienia się filmujących lustrzanek minęły. Sporo się zmieniło. Minął czas zachwytu, nauki, zakupów, odkrywania możliwości, wad i zalet. Kto chciał zaraził się video na dobre, kogo nie pociągało do ruchomych obrazków pozostał w tyle. Canon 5D nie zmienił świata, lecz stał się jednym z narzędzi do jego prezentacji. Dobrze użyty potrafi być niewielkim dostępnym sprzętem rejestrującym video. Zgrabnie się uzupełnia ze stadem cyfrowych kamer RED’a, ARRI, czy Sony. W całym tym rozgardiaszu nie tyle ważne jest pojawienie się lustrzanek video ile ogólna dostępność sprzętu wysokiej jakości. Na festiwalach jak grzyby po deszczu wyświetla się filmy niezależne, offowe ale i komercyjne produkcje zrobione po nowemu, nowocześnie, czasami nowatorsko, nieraz bez budżetu lub “mikroskopijnym w Ameryce” nakładem 70 tyś dolarów;). Internet pełen jest krótkich form, pomysłów, obrazków nie do końca będących filmem, nie wpisujących się w żadne konwencje bo nie jest to już obowiązkowe. Liczy się pomysł i wiedza, wszystko inne jest do kupienia w media markecie za rogiem.