inny obraz świata na lata

Tyle daje tani, bez specjalnego szukania DAC miast wewnętrznej karty dźwiękowej. Czasami paczę na filmy z komputera, czasami coś montuję i zawsze miałem niedosyt dźwięku. Z naturą minimalisty słuchałem słuchawek, lub monitorków aktywnych kabelkiem podpiętych do komputera.Im cieszej tym gorzej. Wszystko odmienił cubeemały DAC z regulacją głośności. Poprawa szczegółów, rozdzielczość, kontrola basu i wreszcie normalna regulacja głośności. No i stereo się pojawiło… . Niewielkie pudełko nie wymaga zasilania, można położyć (albo przykleić najlepiej ) gdziekolwiek w zasięgu dłoni. Naprawdę warto, jak ktoś używa laptopa zmiana jest diametralna.  I pewnie da się lepiej, lub dużo lepiej i dużo bardziej drożej. Tutaj za 360zł + reszta już posiadana część zestawu (tanie głośniki aktywne „bliskiego pola”).

filtry szare kupię

400

Filtry szare, ekstremalnie wysokiej jakości, zdecydowanie kupię;) Co rusz ktoś porównuje i testuje, bada i liczy. Zbadałem i ja. Nie jestem blogerem, nie jestem portalem, nie sprzedaję ani pożyczam. Używam. Jak kiedyś Canonów, którymi po prostu robiło się zdjęcia. Czas i przysłona, czułość dla dobrej ekspozycji i bah, gotowe. Ta czułość to w sumie bez znaczenia, bo równie dobrze na 100 i 1000 ASA. Regulator. W kamerach się walczy o rozpiętość. Tonalną. Im więcej tym lepiej. 14+ u nielicznych. U Blackmagica 13 ponoć, stopni EV. Nieważny obraz, jeno cyferki. Ciekawe że czułość natywna tak ważna jest dla kamer. Już wiem rozumiem, se popaczałem. Nie trzeba atomowej precyzji. Wystarczy stół zastawiony w jasnym pokoju, trochę białych i czarnych przedmiotów we słońcu. Szum rośnie ze wzrostem czułości. Od 200 do końca jest coraz większy. Rozpiętość podobnie, też w górę jak czułość. Widać to gołym okiem. Granica to dla mnie 400ASA. Nawet nie przedział tylko punkt. Powyżej i niżej jest sporo gorzej. Zaskakująco gorzej jak na niewielką zmianę czułości. Dziękuję za uwagę.

nieprofesjonalnie dobrze :)

Zepsułem swoje ulubione słuchawki, muszą pojechać do serwisu. Douszne Westony nie bardzo nadają się na cochwilę wtykanie przy okazji codziennej pracy kamerą. Kabelek nie dał rady. Czy w zamian drogie i wcale nie ładne typowe słuchawy “kamerzysty”? No nie, dziękuję. Do Blackmagica potrzeba słuchawek o niskiej impedancji a sama kamera też nie jest do ciorania po krzakach. Se wziąłem słuchawki dla “graczy”. Tak nie do końca bo jakość dźwięku daleko wybiega nad wiedźmina i popularne strzelanki. Grają nad wyraz dobrze, i mają mikrofon do telefonu (nie śmiać się proszę – to nie jest głupie, i mechaniczny suwak do ściszania). Naprawdę dźwięk powala i ładne są nawet. Przy delikatnej korekcji potrafią zagrać średnicą i dalej mieć ten czysty basik. To są na prawdę dobre słuchawki, co uzasadnia fostex dający do nich przetworniki. Jedynie budowa budzi obawy, że sporo plastiku i trzeba uważać. Coś za coś, trzy w jednym. Szczerze polecam, jak proszek Ariel i włoskie samochody;)

Aurvana_live2

jeste tenisistom

Od ponad miesiąca używam Blackmagica. Pocketa. Poznałem go dobrze. Świadomie wybrałem taką kamerę. Malutka, bardziej kompakt niż narzędzie do filmu, niezbyt wygodna, za to z wysokiej jakości obrazem. Uznałem jej wady i staram się użyć zalety. Na lekkim statywie, z niewielkim obiektywem i czasem lampką od manfrotto porywam ten zestaw do ręki i zwiewnym krokiem zabieram się do pracy. Po to go wziąłem.Mój cały sprzęt jest lżejszy niż dźwięk ekipy z telewizji co podśmiechuje się na mój widok. Co pyta czy nie stać mnie na lepszą, albo się martwi, że nie wiem co w ogóle robię. I tak jest wszędzie. Nie pyta nikt dlaczego. Bez cienia ciekawości pada ekspercka ocena: eeeee małe-niedobre. Uniwersalna wiedza każdego, od pana Staszka co pierwszy raz przed kamerą do piarowca co tylko dużym może budzić respekt. Każdy wie lepiej, umi ocenić. Każdy rozumie jak działa kodek jeden czy drugi, co to jest osiem o co 12 bitów, po co jest RAW a po co inny format – no sami eksperci asz się boję. A może nie… . I tylko jeden premier Pawlak zapytał przy okazji: „a czemu taka a nie inna, na co pozwala i czy się sprawdza, czy to kierunek czy dziwactwo?” – miło się rozmawiało i choć polityki nie cierpię to myślenie bardzo szanuję.

 

plotki jakobym się nudził są daleko przesadzone

Nie robię nic . Nic przynajmniej co warto byłoby opisać. Uczę się. Sporo tego. Nie będę już pisał o filmie dla x lub reklamówce y. To moja praca, szanuję ją, czasem nawet lubię. I tyle.
Czas wziąć się za film. Taki ze scenariuszem, produkcją, zagrany jakoś profesjonalnie i zrealizowany w miarę możliwości. Niezależny, bez wsparcia ze strony instytucji filmowych. Choć nawet niezależny potrzebuje funduszy. Szukam. Proszę.
Mam scenariusze, dwa. Trzeci to dokument. Trochę to rozgrzebane, ale mniej więcej gotowe. Wiem z kim bym chciał, wiem jak. Potrzebna tylko kasa i czas. Albo sama kasa, wtedy łatwiej o czas.
Niewielka ekipa, trzech aktorów, trzy lokalizacje, maksimum 30 minut. Potrzebny sponsor/mecenas, bo na crowdfunding w sieci nie liczę. Chętni do wsparcia lub udziału mile widziani.

diagnoza stanu – exspoze

I po rozstaniu. Czy żałuję? Nie bardzo. Rynek chce “dużo tanio tesko”. To można zrobić wszystkim. Ostatnio lubię cykanie ajfonem. Ma HDR i zmusza do myślenia – jak dawniej lustrzanki z obiektywem stałoogniskowym.
To uproszczenie. Wiadomo lustrzankę mieć trzeba, choć warto pamiętać, że sam aparat zdjęć nie robi (ale dość wszystko jest jedno jaki). Jak ma się lustrzankę to idzie dorobić na pstrykaniu, choć droga kosztuje więcej niźli zarobek jaki przyniesie. Lepiej mieć taniom. Wiadomo, rynek ma prawa, popyt-podaż, łosz-end-goł, trzy w jednym. Tak to widzę na codzień. Czasami, rzadko, się zdarza inaczej. Że są oczekiwania, pomysły że chodzi o jakość nie jakoś. Tak bywa, czasami. Co dalej. Blackmagic. Kto raz uwidział ten wierzy. Od tego nie ma ucieczki. 30 klatek, DNG, 4K i zapis na dysku, plastyka i głebia – tego się nie da nie kochać. Aż szkoda że rynek jak zwykle swoje. A światak… zawija i nic go nie obchodzi. Kulture obrazu poznaje z wikipedii, za mantrę ma rynek i dużo tanio tesko.

dualizm – cv

Dualizm się zaczął w podstawówce. Tamten był korpuskularno-falowy. Teorie przedstawił niezapomniany pan od fizyki – Czyż. Ciągnie się za mną ten dualizm od wtedy do teraz, bez przerwy. Dotyczy dźwięków, uczuć, obrazu.

Urodziłem się późno lub za wcześnie. W czasach gdy jedna kultura już dobiegała,  druga raczyła raczkować. Do teraz mam kłopot do której mi bliżej. Czy filmy Kieślowskiego, czy te obecne kręcone z ręki,  w 48 godzin. Czy mówić Coś czy jakoś? Teraz też Coś się mówi, czasami.  Częściej ważniejsze jest jakoś. Że poruszone zdjęcia, że kadry niby niedbałe, że montaż taki dziki jakby. Są takie filmy na festiwalach. Najczęściej gnioty o niczym. Zdarzają się perełki co budzą zazdrość. Gdzie gra to wszystko ze sobą. Gdzie Coś jest Jakoś pokazane. To ten cholerny dualizm. Ma podgatunki. Dotyczy kina normalnego obiegu i działa w niektórych  filmach. Dotyczy też malutkiej twórczości, czasami w internecie, na youtubie najwyżej na przeglądzie jakimś. Tam też Dualizm bywa obecny.

Jego obserwacja nie męczy wcale. Ot jedni widzą inni nie dostrzegają tego zjawiska. Prawdziwy kłopot jest z jego świadomym stosowaniem. Gdy chce się Coś napisać by Jakoś to pokazać. Niby wiadomo scenariusz, scenopis, zdjęcia. Ale dualizm trzeba mieć w głowie i potrafić go stamtąd wyciągnąć. I to jest trudne, choć się staram.

postęp – podstęp

Gadżet znów górą. I znowu kłopoty. Bo przecież ma być jak zwykle. Kamera –  duża, światła od groma, kabli dużo i bez gadżetów proszę.  Tak mam na co dzień. Umiejętności raczej się nie liczą. Ważny jest blichtr, wrażenie, aura profesjonalnej naftaliny. Im więcej “gratów” tym lepiej, tym więcej trzeba zapłacić i “lepszy produkt” – oczywiście. Ja to mam w nosie. I-phona mam od zawsze, po dokupieniu “mikrofonika” nie mają sensu rekordery-bajery. Profesjonalny mikrofon i program za kilka euro biją na głowę standardowy rekorder radiowca. Wygodny pulpit, łatwa edycja, dowolny format zapisu i klik – o, właśnie wysłałem na Dropa, lub mejlem do radia i gazety. Dziwne że nikt się nie dziwi że tak można. Że lepiej jest bawić się w magnetofon, żonglować kartą SD z laptopem na kolanach, no chyba że prawdziwa kaseta, ale to tylko hardcorowcy w najszlachetniejszej odmianie.

łatwo, łatwiej, najłatwiej

W dorosłym życiu posługiwałem się Final Cutem. Ten zaawansowany program daje możliwości daleko większe od potrzeb. Montaż obrazu to proste w filmie zajęcie. Można realizować je wyrobami różnych producentów. Profesjonalne oprogramowanie spod znaku Appla czy Avida nadaje się doskonale. Każde ma swoje cechy i wymagania, każdego trzeba się uczyć prawie od nowa. Z wyjątkiem nowej wersji jabłka. Prosty do bólu soft wywołał sporo kontrowersji. Obraza dla zawodowców, podobny do amatorskiego oprogramowania FCP X nie spotkał się z dobrym przyjęciem. U mnie ma coraz lepiej. Wystarczy zdziecinnieć, zapomnieć o starych nawykach by śmieszne funkcje nabrały sensu i znaczenia. Staram się montować w nowym Finalu.
Prosto i szybko wykonać pracę dla telewizji, internetu albo innego medium. Bez niepotrzebnych etapów, z laptopem na kolanach. Może do filmu bym go nie zabrał, lecz do codziennej pracy już jak najbardziej. Dużo, tanio, Apple – i nie ma co się czepiać, jak obiektywnie popatrzeć.

 

kino jakie kocham

Film Sasnalów zostawiłem kiedyś na kiedyś. Teraz wiem, że to obraz perfekcyjny, drugi po Wstydzie, co wchodzi w głowę i prześladuje przez cały czas. Film Sasnalów nie epatuje akcją, dialogi też nie są zbyt obfite. Kilka zdań i wszystko.Wspaniałe zdjęcia, idealne do założonej formy, statyczne, perfekcyjnie skomponowane kadry budujące na prawdę długie sceny. Do tego montaż miód z boczkiem po prostu. Ręka malarza. To widać wcale nie w kompozycji (choć w niej także). Wilhelm Sasnal potrafi pokazać przemoc samym wzrokiem, tragizm, albo nieszczęście zaledwie sygnalizując przebieg wydarzeń. Nie ma w tym filmie przemocy, nie ma rozpaczy i beznadziei. Wszystko to tworzy nasza głowa motywowana obrazami. to obrazy i emocje zmuszają do myślenia. Z daleka widok to film na wskroś autorski. Autorzy mówią jak kiedyś Kieślowski, że film zrobili dla siebie. Że tylko takie kręcenie ma dla nich sens. Było ich stać na niezależność której część musiał poświęcić autor tryptyku o kolorach. Film Sasnalów jest równie piękny jak niemasowy. Jest zaproszeniem do rozmowy, a rozmawiać jak mawiał Kieślowski, warto jedynie o sprawach ważnych. Ićta do kin, kupcie dvd bo na blureju pewnie nie będzie. Amen.